Ci, którzy kupili ten towar, kupili też...
Pełny opis produktu
Średnia ocena z 41 recenzji
(Dodaj własną)
- Stadium Arcadium
- Wykonawca:
-
Red Hot Chili Peppers
- Firma fonograficzna:
-
Warner Music Poland
, 2006
- Nr katalogowy:
- 9362499962
- Sprawdź inne tytuły:
-
Red Hot Chili Peppers
Stadium Arcadium to nowy studyjny album zespołu Red Hot Chili Peppers. Jest to wydawnictwo dwupłytowe podzielone na części: Jupiter i Mars, które zadowoli zarówno osoby przepadające za funkowym obliczem zespołu, jak i wielbicieli bardziej rockowych Papryczek. Znajdziemy tutaj więc z jednej strony wspaniałe harmonie wokalne, kunsztowne aranżacje i chwytliwe melodie, z drugiej zaś strony porządną porcję mocnych brzmień i gitarowego wymiatania. Całość została zarejestrowana u boku producenta Ricka Rubina w tym samym domu na wzgórzach Hollywood, gdzie w 1991 roku powstał przełomowy, bestsellerowy album Blood Sugar Sex Magik. Płyta objęta patronatem Merlin.pl
| Posłuchaj utworów: |
MP3 |
WMA |
| 1. Dani California |
 |
 |
| 2. Snow (Hey Oh) |
 |
 |
| 3. Charlie |
 |
 |
| 4. Stadium Arcadium |
 |
 |
| 5. Hump de Bump |
 |
 |
| 6. She's Only 18 |
 |
 |
| 7. Slow Cheetah |
 |
 |
| 8. Torture Me |
 |
 |
| 9. Strip My Mind |
 |
 |
| 10. Especially in Michigan |
 |
 |
| 11. Warlocks |
 |
 |
| 12. C'mon Girl |
 |
 |
| 13. Wet Sand |
 |
 |
| 14. Hey |
 |
 |
| CD 2: |
|
|
| 1. Desecration Smile |
|
|
| 2. Tell Me Baby |
|
|
| 3. Hard to Concentrate |
|
|
| 4. 21st Century |
|
|
| 5. She Looks to Me |
|
|
| 6. Readymade |
|
|
| 7. If |
|
|
| 8. Make You Feel Better |
|
|
| 9. Animal Bar |
|
|
| 10. So Much I |
|
|
| 11. Storm in a Teacup |
|
|
| 12. We Believe |
|
|
| 13. Turn It Again |
|
|
| 14. Death of a Martian |
|
|
- Stadium Arcadium
- Wykonawca:
-
Red Hot Chili Peppers
Cudo
(2007-07-25)
Izabela
Kłopotek
Więcej o recenzencie
Przed właściwą recenzją tej płyty chciałabym zaznaczyć, że nie można jej słuchać opierając się na porównaniach do Blood Sugar Sex Magik. Miejsce w historii zajmuje się w końcu tylko raz, a młodość też nie trwa wiecznie.
Zacznijmy od tego, że "Stadium Arcadium" to jedno z bardziej rockowych dzieł grupy. Potwierdzają to takie utwory jak "Dani California" czy "Readymade". Mamy tu też funkowe klimaty w m.in. "Warlocks" i "Hump de Bump". Od ładnych melodii aż się roi, ale nie jest to wadą - wręcz przeciwnie. Lista inspiracji, które wymieniają członkowie zespołu jest godna podziwu - Funkadelic, Beach Boys, Mountain, Neu!, Public Enemy, Talking Heads... Materiał jest więc bardzo zróżnicowany. Każdy znajdzie coś dla siebie, zaś "Tell me baby" jest idealną piosenką do puszczenia komuś, kto o Papryczkach nigdy nie słyszał (choć to raczej niemożliwe) - słychać w niej wszystkie dotychczasowe style grupy.
Na płycie występują gościnnie Omar Rodriguez z The Mars Volta, Billy Preston i... Gail Frusciante, matka Johna, znana z wokalnego udziału w "Under the Bridge". A mówiąc o gitarzyście - od solówek aż kipi. Pojawiają się niemal w każdym utworze, ale nie nudzą. Każda z nich jest inaczej zagrana, inaczej nagrana.
Dla fanów Red Hot Chili Peppers pozycja obowiązkowa, ale tym, którzy z twórczością Papryczek nie spotykają się na co dzień też ją polecam. Może dzięki niej, zgodnie z przesłaniem piosenki "Make you feel better" poczujecie się lepiej.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Magiczna płyta
(2007-06-07)
Justyna
Sordyl
Więcej o recenzencie
Długo zastanawiałam się, czy napisać recenzję tej płyty. Po pierwszych przesłuchaniach wydawała mi się świetna, ale postanowiłam poczekać jakiś czas, aby sprawdzić, czy po upływie kilku miesięcy dalej będzie mi się tak podobać. Teraz z całą pewnością mogę stwierdzić, że "Stadium Arcadium" to jedna z najlepszych płyt ostatnich lat. Ma w sobie wszystko, co potrzeba do stworzenia genialnego dzieła. Muzyka jest wręcz magiczna, nie da się o niej zapomnieć. Ma magnes, który sprawia, że ciągle się do niej wraca. "Stadium Arcadium" jest albumem znakomicie zróżnicowanym. Znajdują się na nim utwory z rockowym pazurem, jak i piękne ballady do słuchania, od których nie można się oderwać. Wśród 28 pozycji nie ma piosenek słabszych. Są tylko bardzo dobre i jeszcze lepsze, ja jednak stwierdzam, że pierwszy krążek zatytułowany "Mars" na pierwszy rzut oka wydaje się ciekawszy. Jestem pod wrażeniem tego, że płyta wydana przez panów, którzy już od tylu lat władają sceną okazała się tak świeża i przepełniona energią, której często brakuje nawet młodym grupom. Myślę, że najnowsze dziecko RHCP z pewnością nie zostanie zapomniane. Płytę polecam wszystkim, bez względu na gusty muzyczne, gdyż uważam, że każdy może znaleźć na niej coś dla siebie. Na uwagę zasługuje zwłaszcza piękna balladka "Wet Sand". Mam nadzieje, że kolejne dzieło RHCP będzie równie udane, jak ten album i czekam na nie z niecierpliwością.
(4 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Znów buja, szaleje i dymi
(2007-01-06)
Mikołaj
Sędek
Więcej o recenzencie
Tym dwupłytowym albumem papryczki zrehabilitowały się w moich oczach po przerażająco nudnym "By the Way" (na którym można doliczyć się chyba tylko 3 dobrych piosenek). Tu jest inaczej - począwszy od świetnego "Dani California" (w którym jest słońce, kalifornijski klimat, luz i świetne gitary), przez takie cuda jak "She's Only 18" (rock doprawiony funkującą sekcją rytmiczną, jak za najlepszych czasów) czy "Especially in Michigan" (z gościnnym występem gitarzysty The Mars Volta) - jest po prostu świetnie. Nie można zapomnieć o "Tell Me Baby", po prostu eksplodującym od emocji czy przepięknym "She Looks To Me" (jest w tym trochę tego niezwykłego klimatu z "Under the Bridge"). Zaskakuje "Readymade" - tak wściekle i mocno nie grali od lat (tak na marginesie - Frusciante chyba złapał wiatr w żagle, szaleje na całej płycie aż miło i sypie świetnymi solówkami jak oszalały)! Ballady, takie jak utwór tytułowy czy "Slow Cheetah" na szczęście senności nie wywołują, na pewno sympatycznie można się do nich pobujać. Nie wiem czy dobrze im się to nagrywało, na pewno słucha się tego z niekłamaną przyjemnością, a duża dawka kalifornijskiego słońca jeszcze nikomu chyba nie zaszkodziła.
(9 z 9 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Niesamowite melodie
(2006-05-09)
Krzysztof
Kleszcz
Więcej o recenzencie
Ci co pisali, że rock umarł, powinni wleźć pod stół i odszczekać. Red Hot Chili Peppers to zespół, który łączy melodykę beatlesowską, nowoczesność melodyki hiphopowej i czadrockowy czad, sięgający korzeni Led Zeppelin. Na płycie jest tyle kawałków, a w żadnym nie ma nudy, wypełniaczy, czy czegoś, co można nazwać ckliwą balladką. Jest moc, czad, ta płyta po pierwszym przesłuchaniu zachwyca. Od razu nuci się "Snow (Hey Oh)", "Slow Chetah", "Stadium Arcadium"... Ten zespół, który pamiętam z rapowanek w "Mother's Milk", rozwinął się niesamowicie i dla mnie jest w tej chwili zdecydowanie poza zasięgiem. Świetne są gitarowe sola Johna Frusciante'ego, bez wątpienia geniusza gitary, niesamowite są wokale Antoniego Kiedisa. Arcydzieło. Bez dwóch zdań. Szkoda, że cena kosmiczna, ale warto mieć na półce płytę klasyk obok "Blood Sugar Sex Magik", "Californication" i "By The Way". U każdego w kolekcji musi stanąć ta podwójna płyta, pełna hitów i niesamowitej melodyki. Rock nie umarł, ma krótkie portki i łazi po drzewach!
(11 z 15 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Geniusz powrócił!
(2008-06-02)
Marlboro Smoker
Więcej o recenzencie
Wydanie "Stadium Arcadium" poprzedzał okres jednoczesnych wyżyn komercyjnych i dołów artystycznych zespołu. Po bardzo przeciętnych "Californication" i "By the Way" ta część fanów (w tym i ja), która Red Hotów pokochała za ostre, funkowo-rockowe granie zwątpiła już chyba zupełnie. Aż tu nagle bum! "Stadium Arcadium"! 28 utworów na dwóch kompaktach. Tą płytą udowodnili, że pod względem mieszania stylów, fermentowania i kombinowania w muzyce są na tej planecie nie do pobicia. Pierwszą rzeczą, która "rzuca się w uszy" jest pójście w zdecydowanie bardziej gitarowym kierunku. Po raz pierwszy na płycie Red Hotów słyszymy tyle solówek! Gitarzysta John Frusciante pokazuje, że nie na darmo jest zaliczany do grona najlepszych gitarzystów na świecie, a na podstawie jego zagrywek z tej płyty można by stworzyć symfonię. Bo czego tu nie ma! Są rzeczy funkowe ("Charlie", "Hump de Bump"), i tradycyjnie rockowe( "Dani California") a nawet hardrockowe (genialny "Readymade"). Znajdziemy tu również sporo klimatycznych ballad, przy których "Zephyr Song" czy "Californication" mogą się schować na dnie szuflady. Oprócz tego jest jeszcze psychodelia, jazz, noise... A wszystko to stapia się w jednolitą, spójną, redhotową masę. Pomimo swoich rozmiarów "Stadium Arcadium" nie nuży ani przez minutę, a wręcz przeciwnie, coraz bardziej ekscytuje. Po prostu absolutnie fantastyczny album. Co prawda nie tak wspaniały jak Blood Sugar Sex Magik, ale naprawdę bardzo bliski tego poziomu. Sprawił, że po raz pierwszy od paru lat czekam z wywalonym jęzorem na następny.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Sfabrykowane papryki
(2008-01-17)
Wiktor
Jędrzejewski
Więcej o recenzencie
Po usłyszeniu "Dani California" można było mieć nadzieję, że po przeraźliwie nudnym "By The Way" przyjdzie świeża, energiczna rockowa muzyka, mająca funkową otoczkę. Niestety, takich kawałków na płycie jest ledwie kilka. Wokal Kiedisa pozostawia wiele do życzenia - on przecież nie jest jakąś dziewczyną, żeby śpiewać takim piskliwym wręcz głosem! Nie ma tu jego dzikiego rapu. Bas Flea jest na najwyższym poziomie, jednak nie ratuje on zespołu ze zmulającego wyrobami balladopodobnymi Frusciante. Perka brzmi dobrze i nic poza tym. Gitarzysta się obudził i zaczął sypać solówkami, które, mimo wszystko, nie zachwycają. Ogólnie: 2 przez wokal Kiedisa, który zapomniał, że potrafi rapować, a nie śpiewać i dużą liczbę ballad i przeciętnych piosenek niewnoszących nic do historii muzyki. Szczątkowy power nie ratuje tej płyty.
(2 z 5 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Świetnie, ale trochę za dużo
(2007-12-31)
Maciej
Bielak
Więcej o recenzencie
Ten album jest, krótko mówiąc, świetny, ale za długi. To materiał na dwa oddzielne albumy. Jest tu faktycznie wiele świetnych piosenek, piękne melodie, funkowy groove, mnóstwo energii i nieco szaleństwa, ale... za dużo tego wszystkiego. Gdyby usunąć te piosenki, które są tylko średnie (a takich trochę jest) i przetasować pozostałe, to całość byłaby bardziej spójna i czytelna. Podsumowując - muzyka jest świetna, ale zbyt stłoczona. I za to odejmuję jeden punkt.
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Jednym słowem rozczarowanie...
(2006-12-02)
Łukasz
Kujawa
Więcej o recenzencie
Długo czekałem na tę płytę, lecz po jej kilkukrotnym przesłuchaniu nieco się skrzywiłem. To nie to, co kiedyś. Zero mocy, zero energii, zero konkretnych pomysłów na każdy utwór. Tylko nieliczne zasługują na miano dobrych. Kolejny minus to liczba utworów. Znakomicie powiedział kiedyś Shavo z System Of A Down tłumacząc umyślne rozdzielenie utworów z "Mezmerize" i "Hypnotize" w odstępie czasowym: "Jeśli spotkasz najpierw np. 11 osób, a po jakimś czasie znowu kolejne 11, to poznasz te wszystkie osoby lepiej. Jeśli jednak spotkasz wszystkie 22 osoby naraz nie poznasz ich doskonale". To samo powinni wziąć sobie do serca muzycy Red Hot Chili Peppers. Podobne kompozycyjnie utwory wiążą się w smętną całość, w którą ja osobiście nie mogę się na dłużej wsłuchać. To przykra prawda, ale biorąc pod uwagę dotychczasową działalność zespołu daje "2". Tym, którzy noszą się z zamiarem rozpoczęcia przygody z "Red Hotami" proponuję zacząć od wcześniejszych albumów. Słuchając tego można się zniechęcić.
(5 z 13 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Zawód przez duże "z"
(2006-10-22)
Maria
Woźniak
Więcej o recenzencie
Na samym początku wspomnę, że jestem wielką fanką Red Hotów, mam wszystkie płyty, byłam na koncercie, czytałam książkę itp. itd. I cóż powiedzieć? Jeśli ktoś zna stare płyty tych panów to nie może zachwycać się "Stadium...". To już nie jest ta energia co kiedyś; jakaś jedna, dwie funkowe piosenki mają mi na całą płytę starczyć? Na całe dwie płyty? Reszta to melancholijne balladki, które do dawnych RHCP nie pasują ani trochę. W tym momencie zaczynam doceniać nawet "By The Way", która też energetyczna nie jest, ale przynajmniej ma jakiś styl, poza tym te 28 piosenek to przesada jest... Postawili na ilość, a nie na jakość niestety, co wielce mnie zasmuca. Aż przykro pomyśleć, że odjechani, tryskający energią, papryczkowi funkadelic-psycho sexy chłopcy zaczynają się starzeć.
(2 z 11 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Nie wierzcie reklamom...
(2006-06-12)
DANIEL
KASZUBA
Więcej o recenzencie
Album dla fanów! To fakt. Żeby za bardzo nie urazić zwolenników napiszę, że mam dość takich albumów. Takich z założenia ambitnych. Przez to zniechęciłem się do Green Day i poniekąd teraz do Red Hotów. Melodie gdzieś już się słyszało, a o plagiacie singlowego przeboju może być niedługo głośno. No chyba, że Pan Petty odpuści! Kupujcie nowy Pearl Jam... tam przynajmniej nie chodzi artystom o ponadczasowość!
(6 z 22 uznało tę recenzję za pomocną.)
Oceń recenzję. Czy jest przydatna?:
Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.
Przeczytaj wszystkie recenzje
(41)