Najtańsza dostawa

Koszyk pusty

Anioły i demony (okładka miękka - biała)

Anioły i demony (okładka miękka - biała)

Dan Brown  Chcę otrzymywać korespondencję o pozycjach tego autora.

okładka: miękka
Ocena klientów:

Kwiecień 2004 - Robert Langdon zostaje wezwany do ośrodka badań jądrowych, by zidentyfikować tajemniczy wzór wypalony na ciele zamordowanego fizyka. Rozpoznaje w nim symbol bractwa iluminatów-nieistniejacej od czterystu lat organizacji walczącej z Kościołem. Okazuje się, że ci, którzy przetrwali...

Pełny opis produktu...

Nie wybrałeś żadnego wariantu produktu!
Zrób to zmieniając przy towarze, który chcesz kupić liczbę sztuk z "0" np. na "1".

ok

zamknij

Inne wydania:

Pełny opis produktu

  Średnia ocena z 65 recenzji (Dodaj własną)

Anioły i demony (okładka miękka - biała)
Autor:
Dan Brown
Wydawnictwo:
Albatros/Sonia Draga , Kwiecień 2004
ISBN:
83-89779-00-5
Liczba stron:
559
Wymiary:
125 x 195 mm
Sprawdź inne tytuły:
Dan Brown
Robert Langdon zostaje wezwany do ośrodka badań jądrowych, by zidentyfikować tajemniczy wzór wypalony na ciele zamordowanego fizyka. Rozpoznaje w nim symbol bractwa iluminatów-nieistniejacej od czterystu lat organizacji walczącej z Kościołem. Okazuje się, że ci, którzy przetrwali prześladowania z jego strony, nakazali przyszłym pokoleniom prowadzenie vendetty. Celem ma być Watykan. Langdon i Vittoria-córka fizyka- próbują zapobiec tragedii. Dramatyczny wyścig z czasem doprowadzi do nieoczekiwanego finału.

Recenzje naszych klientów: Napisz własną recenzję

Anioły i demony (okładka miękka - biała)
Autor:
Dan Brown

Mimo przegięć - znakomite! (2004-09-18)

Maciej  Pinkwart  Więcej o recenzencie

Na okładce zobaczyłem podtytuł reklamowy „Najinteligentniejszy thriller roku” i doszedłem do wniosku, że inteligencja się przyda w czasach, kiedy jedna trzecia obywateli kraju między Odrą a Bugiem chce głosować na „Samoobronę”. Potem pomyślałem, że najinteligentniejszym bohaterem thrillerów był psycholog, doktor Hannibal Lecter, który – gdyby nie fatalne obyczaje gastronomiczne – mógłby nawet być ekspertem na usługach CIA. (...) Akcja toczy się początkowo w Bostonie, skąd bohater pozytywny przenosi się w godzinę (!) do Genewy, do CERN-u, o którym bohater pierwszy raz słyszy, bo jest profesorem historii sztuki. Potem wraz z córką pewnego katolickiego księdza, który jest głównym wynalazcą syntezatora antymaterii (o której profesor też pierwsze słyszy, co daje autorowi okazję do kolejnego popisania się erudycją i oświecenia ciemnych czytelników) udają się do Watykanu. Bowiem pojemnik z antymaterią ktoś rąbnął (wynajęty przez nieistniejące od 300 lat bractwo Illuminati morderca z nieistniejącego od 700 lat stowarzyszenia Asasynów, o którym córka fizyka – biofizyczka nie ma pojęcia, co daje autorowi kolejną okazję do erupcji, żeby nie powiedzieć – ejakulacji erudycji...) podłożył gdzieś na terenie Państwa Kościelnego, gdzie obraduje konklawe wybierające nowego papieża. Iluminaci chcą załatwić porachunki z czasów Galileusza przy pomocy kilku gramów antymaterii, która o północy czasu watykańskiego unicestwi całą światową hierarchię Kościoła Katolickiego, a przy okazji Bazylikę San Pietro, Muzea Watykańskie i część Rzymu... Należy temu zapobiec w imię ochrony dzieł sztuki, integralności Kościoła jako hierarchii, obrony nauki przed niesłusznymi oskarżeniami, no i humanizmu jako takiego. A przy okazji należy ubić mężczyznę o śniadej skórze, który w bardzo niemiły sposób potraktował tatusia Vittorii, najpierw wypalając mu na ciele znak „Illuminati”, potem odwracając głowę o 180 stopni, czego kręgosłup w zasadzie nie akceptuje, a na koniec wyłupując mu oko, co było niezbędne do otwarcia skarbca z antymaterią, który się otwierał przy pomocy skanera siatkówki. Przemykający po korytarzach największego instytutu naukowego świata płatny zabójca z archaicznej Al-Kaidy z okiem profesora fizyki – księdza w ręku wydaje się być jednym z najpiękniejszych obrazów, stworzonych przez literaturę. Potem jest już tylko lepiej. Akcja rozgrywana w pięknej rzymskiej scenerii, ogromnie dużo faktów historycznych i obyczajowych, sporo nieznanych szczegółów z funkcjonowania Watykanu sprawiają, że przynajmniej od połowy książki przestajemy się śmiać i nie możemy się oderwać od lektury. Sensacja goni sensację, zaskakujące zwroty akcji, plastyczne opisy zabytków wśród których trwa, wciąż przegrywany, wyścig z czasem i okrutną śmiercią, która nie oszczędza niewinnych i sprawiedliwych – to naprawdę doskonała powieść akcji. I choć rozwiązanie zagadki i – co prawda ociekający krwią – happy end nie jest dla uważnego czytelnika zaskoczeniem, to jednak i tu Dan Bron daje popalić, szczególnie, gdy jeden z głównych bohaterów, którego kolegium kardynałów po brutalnym wyeliminowaniu przez Hassasina głównego kandydata, chce wybrać zastępczo na papieża, podpala się przy pomocy lampek oliwnych sprzed Grobu świętego Piotra i w smudze dymu unosi się do nieba, co zresztą pokazują najważniejsze telewizje świata, bo większość akcji transmitowana jest live do domów znudzonych mieszczuchów. Wniebowstapienie w CNN wydaje sie być najwiekszym marzeniem współczesnego kleru, hierachrii nie wykluczając.

(5 z 7 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Książka dla wtrwałych, lecz warta uwagi (2004-08-19)

Marcin  Szafarz  Więcej o recenzencie

Intryga w książce Browna jest dobrze ułożona i człowiek jest ciekawy, co stanie się dalej. Historia opowiada o losach znawcy symboli i wykładowcy na Harvardzie, Roberta Langdona, który zostaje poproszony o pomoc w schwytaniu bractwa Illuminatów, które ukradło nową technologię zwaną antymaterią. Wszystko byłoby dobrze, gdyby takie bractwo istniało, jednak od lat nie było żadnej wzmianki o reaktywacji tej grupy. Antymateria zostaje umieszczona na terenie Watykanu. Jedna jej kropla może zniszczyć stolicę chrześcijan u progu wyboru nowego papieża. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Trzeba odnaleźć zgubioną bombę i odwieźć ją przed czasem do CERN-u, gdzie zostanie zabezpieczona. Fabuła dowodzi więc, że książka będzie ciekawa. Nieoczekiwany zwrot końcowej akcji jest także ogromnym plusem tej książki. Niestety, jak przystało na książkę poczatkującego pisarza, powieść jest "przegadana". Można by spokojnie odjąć jakieś dwieście stron, które niestety przeszkadzają czytelnikowi, rozpraszają go. Dialogi są przesolone, jest w nich zbyt wiele sztuczności, jak też i w samych portretach postaci. Plastik! Po prostu plastik! Jeśli więc akcja się miło rozrasta, a końcowy zwrot jest oszałamiający, to gęste, nieistotne dialogi rozładowują całe emocje z czytelnika.

(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

O co wszystkicm chodzi?

Nie mogę sie zgodzić z opinią, że książka ta jest gorsza od "Kodu Leonarda". Moim zdaniem jest wręcz przeciwnie. "Kod..." oprocz paru momentów jest bardzo poprawną książką, ale rzeczywiście w pewnym momencie wyhamowuje - większe poruszenie wywoływały we mnie informacja o dziełach Leonarda niż sama fabuła. W "Aniolach i demonach" jest inaczej. Na początku jest dość spokojnie, lecz od momentu wyścigu na czas z Hassassinem nie ma chwili na wytchnienie. Od mniej więcej połowy od książki nie można się oderwać. Zagadkowe rozwinięcia i zwroty akcji. Nastrój taki utrzymuje się aż do nieoczekiwanego końca. Nie jestem pewien co pozostali czytelnicy maja na myśli, narzekając na zakończenie. Jeżeli chodzi o rozwikłanie głównego wątku, to moim zdaniem jest ono dobre, mimo kilku niedociągnięć (Robert spada z kilku mil do Tybru?). Warto też dodać, że książka jest napisana bardzo dobrym językiem (czytałem wersję oryginalną).

(1 z 3 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Dobra rozrywka (2007-12-06)

Michał  Szleper  Więcej o recenzencie

"Angels & Demons" czytałem jedynie w wersji oryginalnej i już dość dawno temu, ale myślę, że jako fizyk wysokich energii współpracujący z ośrodkiem CERN, powinienem się podzielić pewnymi uwagami (akurat wydanie, które czytałem miało twardą okładkę, więc wpisuję się tutaj, choć prawdę mówiąc nie bardzo rozumiem sensu sortowania recenzji według koloru i twardości okładki)... Pod względem literackim, książka jest napisana w sposób bardzo profesjonalny. Ciekawa, chwytliwa, zaskakująca, wciągająca. Nawet bardziej niż "The Da Vinci Code" - ta ostatnia przewyższa ją jedynie pod względem kontrowersyjności tematu. Natomiast to wszystko w książce, co się tyczy zagadnień nauki, nie ma absolutnie żadnej wartości. Autor coś tam słyszał o ośrodku CERN, ale wiadomości o fizyce czerpie raczej ze Star Treka i w efekcie jedynie powiela popularne nieporozumienia i przesądy. Bardzo proszę, nie uczcie się fizyki z tej książki!

(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

--;p--- (2006-11-06)

mateuszd  Więcej o recenzencie

Czytałem wszystkie powieści Dana Browna i wszystkie są świetne! "Kod Leonarda da Vinci" jest chyba bardziej rozpowszechniony od tego tytułu, ale to właśnie "Anioły i Demony" są pierwszą częścią tego trilera. Opowiada o pierwszej podróży Roberta Landgona. Wyrusza on do Włoch, odkryć wielką tajemnicę starego, prawie nieznanego w ogóle na kuli ziemskiej zakonu. Trwają w tym czasie wybory nowego papieża. Robert wraz ze swoją towarzyszką dowiaduje się, że papież został otruty, a nie jak sądzono zachorował. Zaczyna się wyścig z czasem. Jeden z członków zakonu porywa czterech kardynałów (najważniejszych dla kościoła) i w wyznaczonym planuje zabić każdego z nich w wymyślny, drastyczny sposób. Mogę powiedzieć (o ile dobrze pamiętam), że uśmiercano ich w ten sposób, aby przedstawić cztery żywioły przyrody: ogień, wodę, powietrze i ziemię. Jest to powieść trzymająca w napięciu aż do ostatniej strony. Naukowcy starają się powstrzymać nie tylko zabójcę, ale również rozszyfrować zakon oraz odnaleźć bombę. Nie wspominałem o niej wcześniej. Została nastawiona, aby wysadzić cały Watykan w powietrze. Langdon próbuje wszystkich sposobów, aby to miejsce pełne zabytków i kultury antycznej było nadal bezpieczne. Niektóre sytuacje są niebezpieczne i zagrażają jego życiu. Książka kończy się bardzo ciekawie i zaskakująco. Polecam! Sorki jeżeli recenzja jest niedokładna albo jeśli zauważycie jakieś błędy. Czytałem tę książkę dość dawno i nie jestem w stanie wszystko pamiętać.

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Sprawnie napisany produkt swoich czasów (2006-06-21)

Piotr  Szczygieł  Więcej o recenzencie

Jedno muszę przyznać - Brown ma sprawny warsztat - na poziomie telewizyjnych oper mydlanych. Krótkie rozdziały, częste powtórzenia - nie sposób się zgubić czy czegoś nie zrozumieć. Jeśli potrzebujecie prostego czytadła dla zabicia czasu, a przy tym nie macie zbyt wielkich wymagań co do logiki - kupcie. Tu wszystko podane jest na tacy. Autor nie pozostawia pola do własnej interpretacji - nie trzeba myśleć, zastanawiać się, rozważać kto ma rację. Powiem więcej – myślenie podczas czytania tej książki jest absolutnie niewskazane – fabuła tej książki jest tak absurdalna, że budzić może tylko śmiech. Pół biedy gdyby był to element zamierzony – niestety nie jest, bo autor pisze śmiertelnie poważnie. Nie mam złudzeń – dzisiaj książka dla masowego czytelnika jest elementem przemysłu rozrywkowego. Wydawca sprytnie zauważył, że obsesja na punkcie Kościoła będzie dobrze się sprzedawać i chyba się nie pomylił. Brown jest milionerem nie dlatego, że pisze wartościowe książki, tylko dlatego, że wie, co może się sprzedawać. Takie czasy...

(3 z 4 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Fajna sensacja

Myślałem, że zakończenie będzie bardziej poważne. Książka zawiera mnóstwo humoru; spadający do wód Tybru profesor, który szybko wyszedł również ze szpitala. Biegający po Watykanie kamerling itd. W książce zawarte jest ponadto mnóstwo treści historycznych. Można trochę poszerszyć swoją wiedzę w zakresie budowli nie tylko Rzymu, ale i rownież Watykanu. Najbardziej utkwił mi w pamięci wątek bratctwa iluminatów. Ogólnie dość dobra sensacja.

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Majstersztyk

Na wstępie zaznaczę, że nie jestem zapalonym czytelnikiem i rzadko czytam. Zupełnie przypadkowo natknąłem się na tę książkę i muszę powiedzieć, że jest rewelacyjna. Już sam sposób ukazywania wydarzeń jest moim zdaniem świetny - poszególne wątki są opisywane naprzemiennie w króciutkich rozdzialikach. Dzięki temu brak znużenia podczas czytania. Fabuła jest również bardzo dobra i wskazuje na erudycję autora. Świetna pozycja.

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Książka, która trzyma w napięciu

Prawdziwy tytuł "Illuminati" pasuje nieco lepiej, tym bardziej, że zapewnia "osłonę dymną" prawdziwym faktom. Dan Brown fantastycznie stopniuje napięcie. Trzeba przyznać, że znacznie lepiej niż w "Kodzie da Vinci". Niestety po przeczytaniu kilku jego książek (a nawet tylko dwóch), w oczy rzucają się od razu schematy, jakich używa do budowania fabuły. Koniecznie młoda, inteligentna Pani naukowiec (a z pewnością z nauką związana), pan naukowiec, tajemnicza ofiara, winny jest ktoś zaufany... Mimo wszystko warte przeczytania.

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Pośród oświeconych, ksenonu i światła (2005-03-17)

Marzena  Kowalska  Więcej o recenzencie

Człowiek, jak na homo sapiens sapiens przystało, jest człowiekiem rozumnym. Niestety zbyt często aż nazbyt rozumnym, gdyż zbyt często rodzą mu się w głowie dziwaczne pomysły. Chyba genetycznie też jest uwarunkowany na komplikowanie sobie życia. Ale powinien też odpowiadać za swoje czyny. Dlatego się przyznam, że sama się wpakowałam w tę książkę. Mimo recenzji w gruncie rzeczy negatywnych, poza fascynującymi doniesieniami na okładce. Chyba wszystko przez to, że mimo iż czasem człowiek uczy się na własnych błędach, to raczej ma w sobie sporą dawkę empiryzmu i woli sam wsadzić łapę do gara z wrzącą wodą. Żałuję. Historia Roberta Langdona, historyka i badacza symboli, który nagle nocą wezwany zostaje do trupa z CERN, ośrodka badań, ogólnie mówiąc, fizycznych, nęciła mnie tylko ze względu na symbole. Sama męczę jeden z nich i myślałam, że dokonania choćby fikcyjnego badacza, zmobilizują mnie do pracy. Nic błędniejszego. Po godzinie (nie znam się na nowoczesnych samolotach) zrobiło mi się niedobrze; może to też po nesquicku, w końcu wolę tradycyjne kakao, nasz bohater dociera do Szwajcarii i ogląda sobie zmrożone ciało denata, mnie już ogarnęło znużenie. Nie żeby fioletowe zwłoki Leonardo Vetry, fizyka i katolickiego księdza, z ukręconą głową i wyłupionym okiem nie były interesujące. O wypalonym słowie nie wspominając, ale... Właśnie. Ale. Problem w tym, że zadziałał mój „sapiens”. Bo już wiedziałam, co będzie dalej, a samo rozwiązanie literackie wcale mnie nie interesowało. Nawet stworzenie materii z niczego, mknąca antymateria, nęcąca wegetarianka Vittoria Vetra, która musiała się pojawić, król na wózku inwalidzkim rzecz jasna, nic mnie nie mogło zmusić by czytać dalej. Poza... cóż... poza pewnym zdaniem: „Langdon już całkowicie się zgubił i zastanawiał się, w jakim języku oni rozmawiają.” Jeżeli główny bohater jest w takiej kropce, to co może być dalej. Przekręcałam strony, ale dalej nie było nic. Nawet Hassassin, najbarwniejsza postać sprawiła mi zawód. Czeluście Rzymu nie wprowadziły w starożytny nastrój, a „homo”... cóż ono zasnęło. Nie pobudzone zwiewnym językiem, nie zadziwione metaforami czy choćby odrobinkę sensownymi pościgami. Nie popchnięte do działania intrygą, która byłaby tajemnicą. Moje „homo” się znudziło. Obudziłam się z nosem, na którym odcisnęły swe piętno litery: „Wiara jest uniwersalna. Tylko nasze konkretne metody jej rozumienia są arbitralne.” I pomyślałam sobie, że jest w tym coś z przepowiedni. Każdy wybiera własną drogę i każdy widzi inaczej. Obyśmy nikomu nie zabraniali naprawdę się rozglądać.

(1 z 1 uznało tę recenzję za pomocną.)

Oceń recenzję. Czy jest przydatna?: przydatna nieprzydatna Przyciskając jeden z klawiszy,oceniasz przydatnośćrecenzji dla kupujących.

Przeczytaj wszystkie recenzje (65)