FRAGMENT KSIĄŻKI

Neil Gaiman

Chłopaki Anansiego

Wydawnictwo: Mag
ISBN: 83-7480-020-8




Informacje o autorze
Neil Gaiman, bestsellerowy pisarz, od dawna należy do grona najwyżej cenionych autorów. Tworzy książki dla czytelników w każdym wieku. Słownik Biografii Literackich wymienia go wśród pierwszej dziesiątki najważniejszych żyjących pisarzy-postmodernistów. Gaiman pisuje prozę, wiersze, scenariusze filmowe, teksty dziennikarskie, komiksy, teksty piosenek i dramaty.
Jego bestsellerowa powieść dla dorosłych, Amerykańscy bogowie (2001) zdobyła nagrody Hugo, Nebulę, Brama Stokera, magazynu SFX i Locusa, została nominowana do wielu innych, w tym do World Fantasy Award i Minnesota Book Award, i trafiła na wiele list najlepszych książek roku.
Niecierpliwie wyczekiwana nowa powieść Gaimana dla dorosłych, Chłopaki Anansiego, ukazała się 20 września 2005, nakładem wydawnictwa William Morrow, filii HarperCollinsPublishers. Gaiman pisze o niej tak: "To zabawna i straszna historia, nie będąca do końca thrillerem, i nie do końca horrorem, nie pasująca też do szufladki opowieści o duchach (choć występuje w niej co najmniej jeden duch) ani komedii romantycznej (mimo że pojawia się w niej kilka romansów, i z pewnością jest komedią, no, prócz tych strasznych kawałków)." Powieść, czytana przez brytyjskiego komika Lenny'ego Henry'ego, ukaże się też w wersji audio, w formacie CD i MP3-CD.
W styczniu 2005 na festiwalu filmowym Sundance odbyła się premiera filmu Mirrormask, produkcji wytwórni Jim Henson Company, wyreżyserowanej przez Dave'a McKeana według scenariusza Neila Gaimana. Film wszedł na ekrany kinowe 30 września 2005. Wydawnictwo William Morrow wypuściło na rynek bogato ilustrowaną Mirrormask, zawierającą pełnyu scenariusz, czarno-białe storyboardy, kolorowe fotosy z filmu i dodatkowe komentarze twórców. W październiku ukazała się też książka obrazkowa Mirrormask dla młodszych czytelników (również pióra Gaimana), oraz The Alchemy of Mirrormask.
Wraz z Rogerem Avary Neil Gaiman napisał scenariusz do filmu Beowulf. Zdjęcia rozpoczęły się jesienią 2005, reżyseruje Robert Zemeckis. W filmie występują między innymi Anthony Hopkins i Angelina Jolie.
Neil Gaiman i Terry Pratchett napisali wspólnie Dobry omen, bardzo zabawną powieść o końcu świata i śmierci całej ludzkości; powieść ta w 1990 spędziła 17 tygodni na liście bestsellerów londyńskiego Sunday Timesa i stała się międzynarodowym bestsellerem. W marciu 2006 Morrow wyda nową edycję w twardej oprawie, opatrzoną wstępem i innymi materiałami dodatkowymi przez obu autorów.
Gaiman stworzył postać Sandmana i przez wiele lat pisał serię comiesięcznych kultowych komiksów. Seria została nagrodzona dziewięcioma Nagrodami Przemysłu Komiksowego Willa Eisnera, w tym czterokrotnie nagrodą dla najlepszego autora, oraz trzema nagrodami Harveya. W 1991 Sandman 19 zdobył World Fantasy Award dla najlepszego opowiadania, tym samym stając się pierwszym komiksem uhonorowanym nagrodą literacką. Norman Mailer powiedział o Sandmanie: "Poza wszystkim innym Sandman to komiks dla intelektualistów i według mnie najwyższy czas, by powstało coś takiego."
Sześcioodcinkowy fantastyczny serial telewizyjny dla BBC Nigdziebądź został wyemitowany w 1996. Powieść Gaimana, również zatytułowana Nigdziebądź i dziejąca się w tym samym, niezwykłym podziemnym świecie ukazała się w 1997 i weszła na liczne listy bestsellerów, w tym Los Angeles Timesa, San Francisco Chronicle i Locusa. Wytwórnia Jim Hanson Productions zakupiła prawa filmowe do Nigdziebądź; sam Gaiman napisał wstepny szkic scenariusza.
Pierwsza książka Gaimana, przeznaczona dla dzieci, Dzień, w którym wymieniłem mojego tatę na dwie złote rybki (ilustrowana przez Dave'a McKaena) ukazała się w maju 1997. Newsweek uznał ją za jedną z najlepszych dziecięcych książek roku, a jej wznowienie w 2003 zostało ciepło przyjęte przez krytykę.
Gwiezdny pył, czteroczęściowa powieść z obrazkami, zaczął ukazywać się nakładem DC Comics w październiku 1997. To ilustrowana przez Charlesa Vessa baśń dla dorosłych. Zbiorcze wydanie DC opublikowano w 1998. W styczniu 1999 Morrow/Avon wydał sam tekst Gwiezdnego pyłu. Książka miała wspaniałe recenzje w Booklist, Kirkus i Publishers Weekly, weszła na liczne amerykańskie listy bestsellerów, została uznana przez Publishers Weekly za jedną z najlepszych książek roku i w sierpniu 1999 zdobyła prestiżową Mythopoeic Award dla najlepszej powieści dla dorosłych.
Najnowszy zbiór opowiadań Gaimana Dym i Lustra: opowiadania i złudzenia ukazał się w 1998. W Wielkiej Brytanii został nominowany do nagrody Srebrnego Pióra MacMillana dla najlepszego zbioru opowiadań roku.
W 1999 Gaiman powrócił do Sandmana, publikując tekst literacki The Dream Hunters, ilustrowany przez Yoshitakę Amano. Książka zdobyła przyznawaną przez Stowarzyszenie Autorów Grozy nagrodę Brama Stokera dla najlepszej pozycji ilustrowanej i została nominowana do nagrody Hugo.
Two Plays For Voices (2002), dźwiękowa adaptacja dwóch opowiadań Gaimana czytanych przez Briana Dennehy i Bebe Neuwirth, zdobyły nagrodę Audie przyznawaną przez Stowarzyszenie Wydawców Audio w 2002.
Pod koniec 2002 Gaiman napisał i wyreżyserował swój pierwszy film, dla wytwórni Ska Films: krótkie, mroczne, zabawne dzieło zatytułowane A Short Film About John Bolton, dostępne na DVD. W 2006 wyreżyseruje pierwszy film pełnometrażowy na podstawie własnej powieści graficznej Death: The High Cost of Living dla New Line Films.
Jego powieść dla dzieci Koralina, wydana w 2002, stała się międzynarodowym bestsellerem i odniosła odromny sukces krytyczny. Zdobyła nagrody Elizabeth Burr/Worzalla, BSFA, Hugo, Nebula i Brama Stokera. Reżyser Henry Selik kręci obecnie adaptację filmową Koraliny z muzyką zespołu They Might Be Giants.
W 2003 w księgarniach pojawiły się Wilki w ścianach, ilustrowane przez wieloletniego współpracownika Gaimana Dave'a McKeana. New York Times uznał je za jedną z najlepszych ilustrowanych książek roku. Obecnie w Scottish National Theatre trwają prace nad operową adaptacją Wilków. W 2003 wyszedł także pierwszy po siedmiu latach przerwy komiks o Sandmanie, Noce nieskończone, i jako pierwsza powieść graficzna w historii trafił na listę bestsellerów New York Timesa.
W 2004 Gaiman wydał pierwszą część serii komiksów dla wydawnictwa Marvel 1602. 1602 stało się komiksowym bestsellerem roku, obecnie jest finalistą nagrody Quills w kategorii powieści graficznej.
Książki i komiksy Gaimana tłumaczono na dziesiątki języków całego świata. Jego teksty dziennikarskie ukazywały się w Wired, Time Out London, The London Sunday Times, Punchu, The Observer Colour Supplement. Gaiman recenzował też książki dla New York Times Book Review i Washington Post Bookworld.
Tori Amos śpiewa o Neilu na swych albumach Little Earthquakes, Under The Pink, Boys For Pele i Scarlet's Walk. Sam Neil pisywał piosenki dla zespołu z Minneapolis The Flash Girls (odkrycie roku, a może jeszcze coś więcej - Utne Reader), dla Chrisa Ewena (projekt The Hidden Variable) i dla zespołu One Ring Zero.
W sierpniu 1997 The Comic Book Legal Defense Fund, organizacja Pierwszej Poprawki, przyznała Gaimanowi swą nagrodę Obrońcy Wolności. W 2000 roku Gaiman zakończył ostatnią serię odczytów "Anioł stróż" rozpoczętych dla CBLDF w 1993 i zastąpił odchodzącego Franka Millera w radzie dyrektorów CBLDF. We wrześniu 2005 jako jeden z siedemnastu bestsellerowych autorów wspierających Projekt Pierwszej Poprawki wystawił na aukcję możliwość nazwania bohatera planowanej książki ( "Księga Cmentarna")
Urodzony i wychowany w Anglii, Neil Gaiman obecnie mieszka w pobliżu Minneapolis w stanie Minnesota. Jakimś cudem zdołał już przekroczyć czterdziestkę, zwykle jednak nadal wygląda, jakby przydałaby mu się wizyta u fryzjera.



Było późne popołudnie. Zostali sami.- Gdzie będziesz nocował? - spytała pani Higgler.
- Miałem zamiar wynająć pokój w motelu - odparł GrubyCharlie.
- Mimo że masz tu dla siebie calusieńką sypialnię i calusieńki dom parę ulic stąd? Nawet go jeszcze nie obejrzałeś. Moim zdaniem twój ojciec chciałby, żebyś się tam zatrzymał.
- Wolę być sam. Zresztą źle bym się czuł w domu mojego taty.
- Cóż, to nie moje pieniądze wyrzucisz w błoto. Wiesz chyba, że i tak będziesz musiał zadecydować, co zrobić z domem twojego ojca? I wszystkimi jego rzeczami?
- Nie obchodzi mnie to - odrzekł Gruby Charlie. - Możemy urządzić wyprzedaż garażową. Wystawić wszystko na eBayu. Wywieźć na wysypisko.
- Co to za gadanina? - Pani Higgler grzebała chwilę w kuchennej szufladzie, w końcu wyciągnęła klucz do drzwi frontowych zaopatrzony w dużą, papierową wizytówkę. - Kiedy się przeprowadzał, dał mi zapasowy klucz - oznajmiła. - Na wypadek, gdyby go zgubił albo zamknął w środku, czy coś takiego. Mawiał często, że zgubiłby własną głowę, gdyby nie to, że jest przymocowana do szyi. Kiedy sprzedał dom obok, powiedział mi: "Nie martw się, Callyanne, nie odejdę daleko". Mieszkał w tym domu odkąd pamiętałam, ale nagle uznał, że jest za duży i musi się przeprowadzić...
Nie milknąc nawet na chwilę, poprowadziła go do krawężnika i zawiozła kilka ulic dalej swą rudobrązową furgonetką. W końcu dojechali do parterowego, drewnianego domu. Otworzyła drzwi wejściowe i znaleźli się w środku. Wewnątrz unosił się znajomy zapach - słodkawy, jakby ostatnio pieczono w kuchni czekoladowe ciasteczka. Było też stanowczo za gorąco. Pani Higgler poprowadziła ich do małego salonu i włączyła okienny klimatyzator. Urządzenie zagrzechotało, zadygotało, zapachniało jak mokry owczarek i zaczęło mielić ciepłe powietrze.
Wokół sfatygowanej kanapy, którą Gruby Charlie pamiętał z dzieciństwa, piętrzyły się stosy książek. Dostrzegł też zdjęcia w ramkach. Jedno, czarno-białe, przedstawiało matkę Grubego Charliego, gdy była jeszcze młodą kobietą. Miała wysoko upięte włosy, lśniące i czarne, i sukienkę z błyszczącego materiału. Obok stało zdjęcie samego Grubego Charliego w wieku pięciu, sześciu lat. Pozował na nim przed lustrem w drzwiach, toteż na pierwszy rzut oka zdawało się, że z fotogra.i spogląda na nich z powagą dwóch małych Grubych Charliech. Gruby Charlie podniósł książkę ze stosu. Traktowała o włoskiej architekturze.
- Interesował się architekturą?
- O tak. To była jego pasja.
- Nie miałem pojęcia.
Pani Higgler wzruszyła ramionami i pociągnęła łyk kawy. Gruby Charlie otworzył książkę i na stronie tytułowej ujrzał nakreślone wyraźnym pismem nazwisko ojca. Zamknął ją szybko.
- W ogóle go nie znałem - rzekł. - Nie tak naprawdę.
- Niełatwo go było poznać. Znałam go - ile? - prawie sześćdziesiąt lat i ja także go nie poznałam.
- Musi go pani pamiętać z czasów, gdy był chłopcem.
Pani Higgler zawahała się. Przez chwilę milczała, zatopiona we wspomnieniach.
- Pamiętam go z czasów, gdy ja byłam dziewczynką - odparła bardzo cicho.
Gruby Charlie poczuł, że powinien zmienić temat, wskazał zatem szybko fotografię matki.
- Ma tu zdjęcie mamy.
Pani Higgler siorbnęła głośno.
- Zrobili je na statku - oświadczyła - zanim jeszcze się urodziłeś. Na jednym z tych statków, na których można było zjeść obiad i wypłynąć trzy mile poza wody terytorialne, a potem zaczynał się hazard. Później wracali. Nie wiem, czy wciąż istnieją takie statki. Twoja matka mówiła, że wtedy po raz pierwszy w życiu jadła stek.
Gruby Charlie próbował sobie wyobrazić, jak wyglądali jego rodzice, nim się urodził.
- Zawsze był z niego przystojniak - oznajmiła pani Higgler, zupełnie jakby czytała mu w myślach. - Do samego końca. Miał uśmiech, od którego dziewczynom miękły kolana, i ubierał się bardzo elegancko. Wszystkie kobiety go kochały. Gruby Charlie znał odpowiedź, nim jeszcze zadał pytanie.
- A pani...?
- Jak możesz pytać o coś takiego szanowaną wdowę? - Znowu pociągnęła łyk kawy. Gruby Charlie czekał na odpowiedź. - Pocałowałam go - powiedziała w końcu. - Bardzo, bardzo dawno temu, nim jeszcze poznał twoją matkę. Umiał świetnie całować. Miałam nadzieję, że mnie odwiedzi, znów zaprosi na tańce. Zamiast tego zniknął. Nie było go... ile? Rok, dwa? A kiedy wrócił, byłam już żoną pana Higglera, a on sprowadził twoją matkę. Poznał ją na wyspach.
- Żałowała pani?
- Byłam mężatką. - Kolejny łyk kawy. - A zresztą nie można go było nienawidzieć, nie można się było nawet tak naprawdę na niego złościć. No i kiedy na nią patrzył... Do diabła, gdyby kiedykolwiek tak na mnie spojrzał, umarłabym ze szczęścia. Wiesz, że na ich ślubie byłam druhną twojej matki?
- Nie miałem pojęcia.
Klimatyzator zaczął wyrzucać z siebie chłodne powietrze, wciąż jednak pachniało ono mokrym owczarkiem.
- Myśli pani, że byli szczęśliwi?
- Z początku tak. - Uniosła wielki plastikowy kubek. Już miała napić się kawy, ale nagle zmieniła zdanie. - Z początku. Jednak nawet ona nie potra.ła zbyt długo zatrzymać go przy sobie. Miał tyle pracy. Twój ojciec miał mnóstwo zajęć. Gruby Charlie usiłował zgadnąć, czy pani Higgler nie żartuje sobie z niego; bez skutku. W każdym razie nie uśmiechała się.
- Mnóstwo zajęć? Niby jakich? Wędkowanie z mostu, gra w domino na werandzie? Czekanie na nieunikniony wynalazek karaoke? Wcale nie był zajęty. Odkąd go znałem, nie przepracował ani jednego dnia.
- Nie powinieneś mówić takich rzeczy o swoim ojcu!
- Ale to prawda. Był nicponiem. Marnym mężem i marnym ojcem.
- Oczywiście - przytaknęła żarliwie pani Higgler. - Ale nie możesz osądzać go jak człowieka, Gruby Charlie. Musisz pamiętać, że twój ojciec był bogiem.
- Bogiem wśród ludzi?
- Nie, po prostu bogiem. - Wymówiła te słowa bez żadnego nacisku, równie spokojnie i beznamiętnie, jakby powiedziała "był cukrzykiem" albo po prostu "był czarny".
Gruby Charlie bardzo chciał zażartować, lecz wyraz oczu pani Higgler sprawił, że nagle nie potra.ł wymyślić niczego zabawnego.
- Nie był bogiem - rzekł cicho. - Bogowie są niezwykli, wyjątkowi, mityczni. Czynią cuda i tak dalej.
- Zgadza się. Nie powiedziałybyśmy ci póki żył, ale teraz, gdy odszedł, w niczym to nie zaszkodzi.
- Nie był bogiem. Był moim ojcem.
- Można być jednym i drugim - odparła. - To się zdarza. Zupełnie jakbym sprzeczał się z wariatką, pomyślał Gruby Charlie. Zrozumiał, że powinien się zamknąć, ale jego usta miały inne zdanie. W tej chwili właśnie mówiły:
- Proszę posłuchać. Gdyby mój ojciec był bogiem, miałby boskie moce.
- I miał, tyle że rzadko się nimi posługiwał. Poza tym był stary. A zresztą, jak myślisz, jakim cudem udawało mu się przeżyć bez pracy? Kiedy potrzebował pieniędzy, grał na loterii albo wybierał się do Hallendale i obstawiał psy albo konie. Nigdy nie wygrywał zbyt dużo, nie chcąc zwracać na siebie uwagi. Tylko tyle, żeby przeżyć.
Gruby Charlie w całym swym życiu ani razu niczego nie wygrał, absolutnie niczego. W najróżniejszych zakładach biurowych, w których uczestniczył, mógł zawsze liczyć na to, że jego koń nie wyjdzie z bramki, wybrana drużyna spadnie do ligi, o której nawet nikt nie słyszał, na sportowe cmentarzysko słoni.
To go wkurzało.
- Jeśli mój ojciec był bogiem, a dodam, że w żadnym razie nie przyjmuję tego do wiadomości, czemu ja także nie jestem bogiem? Twierdzi pani przecież, że jestem synem boga? Tak? - Oczywiście.
- Czemu zatem ja nie potrafię obstawiać wygrywających koni, czarować ani czynić cudów?
Pociągnęła nosem.
- To wszystko odziedziczył twój brat.
Gruby Charlie odkrył, że się uśmiecha. Odetchnął głęboko. A zatem to jednak był dowcip.
- Ach, pani Higgler. Wie pani przecież, że ja nie mam brata.
- Oczywiście, że masz. To ty i on, na tym zdjęciu.
Choć wiedział co na nim widnieje, Gruby Charlie zerknął na fotogra.ę. Staruszka oszalała. Po prostu dostała świra.
- Pani Higgler - rzekł możliwie najłagodniej. - To ja, tylko ja, w dzieciństwie, i lustrzane drzwi. Stoję obok nich. To ja i moje odbicie.
- To ty, a także twój brat.
- Nigdy nie miałem brata.
- Oczywiście, że miałeś, i wcale za nim nie tęsknię. Ty zawsze byłeś tym dobrym, a on stale sprawiał kłopoty. - Nim Gruby Charlie zdążył cokolwiek powiedzieć, dodała: - Odszedł stąd, gdy byłeś bardzo mały.
Gruby Charlie pochylił się, położył swą wielką dłoń na kościstej ręce pani Higgler, tej, która nie trzymała kubka z kawą.
- To nieprawda - rzekł.
- Louella Dunwiddy go przegoniła. Okropnie się jej bał. Ale od czasu do czasu tu wracał. Jeśli chciał, potra.ł być czarujący.
- Dopiła kawę.
- Zawsze chciałem mieć brata - powiedział Gruby Charlie. - Kogoś, z kim mógłbym się bawić.
Pani Higgler wstała.
- To miejsce samo się nie posprząta - oznajmiła. - W samochodzie mam worki na śmieci. Myślę, że będziemy potrzebowali dużo worków.
- Tak - mruknął Gruby Charlie.
Tę noc spędził w motelu. Rankiem spotkali się z panią Higgler w domu ojca i zaczęli napychać śmieciami wielkie, czarne worki. Na bok odkładali rzeczy, które zamierzali oddać na Goodwill. Napełnili też pudełko przedmiotami, które Gruby Charlie pragnął zatrzymać z powodów sentymentalnych. Były to głównie zdjęcia z dzieciństwa i z czasów, nim się urodził.
Znaleźli też starą skrzynkę przypominającą niewielką skrzynię piracką, pełną dokumentów i starych papierów. Gruby Charlie usiadł na podłodze i zaczął je przeglądać. Pani Higgler wyłoniła się z sypialni, dźwigając kolejny czarny worek wypchany nadgryzionymi przez mole ubraniami.
- To twój brat podarował mu tę skrzynkę - oznajmiła niespodziewanie. Po raz pierwszy wspomniała o swych wczorajszych fantazjach.
- Bardzo chciałbym mieć brata - odparł Gruby Charlie, nieświadom faktu, że mówi to głośno, póki pani Higgler nie odpowiedziała.
- Już ci mówiłam. Ty masz brata.
- No tak - mruknął. - A gdzie znajdę tą mityczną postać?
Później zastanawiał się, czemu w ogóle zadał to pytanie. Chciał ją udobruchać, podpuścić? A może po prostu powiedział cokolwiek, by zapełnić ciszę? Tak czy inaczej, zadał pytanie, a ona pokiwała głową, zagryzając dolną wargę.
- Musisz wiedzieć. To twoje dziedzictwo, twoja krew. - Podeszła do niego i pokiwała palcem. Gruby Charlie pochylił się, wargi starej kobiety musnęły mu ucho, gdy szepnęła: - ...potrzebował... po prostu powiedz...
- Co takiego?
- Mówiła - odparła normalnym głosem - że jeśli będziesz go potrzebował, po prostu powiedz pająkowi. Zjawi się natychmiast.
- Pająkowi?
- Tak właśnie mówię. Myślisz, że na próżno macham językiem? Ćwiczę płuca? Nigdy nie słyszałeś o mówieniu do pszczół? Gdy byłam dziewczynką na Saint Andrews, nim moi rodzice się tu sprowadzili, mówiło się pszczołom wszystkie dobre wieści. To coś podobnego. Porozmawiaj z pająkiem. Tak właśnie przesyłałam wiadomości twojemu ojcu, gdy znikał.
- ...Jasne.
- Nie odpowiadaj w ten sposób.
- W jaki sposób?
- Jakbyś myślał, że jestem wariatką, która nie wie co się dzieje. Myślisz, że nie wiem nic o bożym świecie?
- Uhm, jestem pewien, że pani wie, naprawdę.
Pani Higgler nie dała się ugłaskać, daleko jej było do dobruchania. Zabrała ze stołu kubek z kawą i z pełną dezaprobaty miną zacisnęła na nim dłoń. Gruby Charlie się doigrał i nie zamierzała pozwolić mu o tym zapomnieć.
- Wiesz, że nie muszę tego robić - oznajmiła. - Nie muszę ci pomagać. Robię to tylko dlatego, że twój ojciec był kimś wyjątkowym, a twoja matka wspaniałą kobietą. Mówię ci o ważnych sprawach, wstrząsających sprawach. Powinieneś mnie słuchać. Powinieneś uwierzyć.
- Wierzę pani - odparł Gruby Charlie najbardziej przekonującym tonem, na jaki było go stać.
- Chcesz się tylko podlizać staruszce.
- Nie - skłamał. - Naprawdę, daję słowo.
W jego głosie dźwięczała szczerość, uczciwość, prawda. Był tysiące kilometrów od domu, w mieszkaniu nieżyjącego ojca, w towarzystwie zwariowanej staruszki bliskiej ataku apopleksji. Gdyby miało ją to uspokoić, powiedziałby, że księżyc to odmiana mało znanego tropikalnego owocu i włożyłby w to kłamstwo całą swoją duszę. Pociągnęła nosem.
- W tym właśnie problem z wami, młodymi. Myślicie, że choć niedługo przebywacie na świecie, wiecie wszystko. W moim życiu zapomniałam już więcej, niż ty kiedykolwiek wiedziałeś. Nic nie wiesz o swoim ojcu, o swojej rodzinie. Mówię ci, że twój ojciec to bóg, a ty nie pytasz nawet, o jakim bogu mowa. Gruby Charlie próbował przypomnieć sobie imiona bogów.
- Zeus? - podsunął.
Pani Higgler parsknęła niczym czajnik, w którym wrze woda.
Gruby Charlie zorientował się, że Zeus to raczej błędna odpowiedź.
- Kupidyn?
Znów parsknęła i tym razem parsknięcie zakończyło się chichotem.
- Wyobrażam sobie twojego ojca ubranego wyłącznie w grubą pieluszkę, z wielkim łukiem i strzałami. - Śmiała się jeszcze chwilę, po czym pociągnęła łyk kawy.
- W czasach, kiedy był bogiem - oznajmiła - w dawnych czasach nazywali go Anansim.