FRAGMENT KSIĄŻKI
Norman Davies
Powstanie '44
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 83-240-0459-9
Godzinę "W" wyznaczono na 1 sierpnia o 5.00 po południu. Ale o 13.50
na Żoliborzu młody kapral podchorąży AK "Marek", późniejszy wybitny
krytyk muzyczny, miał zaszczyt rozpocząć Powstanie przed wyznaczonym czasem. Prowadząc
swoją drużynę do punktu zbiórki, na ulicy Krasińskiego natknął się na zmotoryzowany
niemiecki patrol:
Muszę powiedzieć, że był właściwie taki moment, kiedy zupełnie wyraźnie obserwowaliśmy
się wzajemnie i widać było, że Niemcy robią jakiś rachunek zysków i strat - czy
zacząć starcie, zacząć walkę z nami, czy udać, że nie zwracają uwagi na kilkunastu
młodych ludzi, już w butach z cholewami bądź ubranych przynajmniej od spodu w
mundury, bo od góry, mimo gorącego dnia, w płaszcze, pod którymi schowana była
broń: pistolety maszynowe, broń krótka, granaty. Jak gdyby zastanawiali się, czy
doprowadzić do tego starcia, czy nie. W pewnym momencie zdecydowali się i rozpoczęła
się walka. Walka, z której wyszliśmy właściwie z pełnym sukcesem, ponieważ obrzuciliśmy
samochód niemiecki granatami, sami nie ponieśliśmy strat. Samochód się zapalił.
Niemcy zostali pokonani, nam udało się przeskoczyć przez ulicę i dojść na miejsce
zbiórki, gdzie już była reszta 9. Kompanii Dywersyjnej, której stanowiliśmy jedną
ze składowych części1.
O piątej, tak jak było umówione, we wszystkich dzielnicach miasta rozpętało
się piekło. Główne placówki Niemców zostały zaatakowane przez grupy młodych
śmiałków z biało-czerwonymi opaskami na ramionach. Ludność cywilna znajdowała
się jeszcze na ulicach. Niektórzy dostali się w krzyżowy ogień i na zawsze odcięto
ich od rodzinnych domów. Wkrótce na szczycie Prudentialu, najwyższego budynku
z mieście, powiewał już biało-czerwony sztandar. Zdobyto niemieckie magazyny
żywności i umundurowania na Stawkach, gmach PKO i hotel Victoria przy ulicy
Jasnej, budynek Sądu Apelacyjnego na placu Krasińskich, gmach Dyrekcji Kolei
na Pradze. Straty wraz z rozstrzelanymi przekroczyły 2000 ludzi2. Podobne straty
ponieśli alianci podczas desantu na plażach Normandii. [CHRZEST BOJOWY, s. 329]
Nie sposób ustalić tożsamości pierwszego poległego powstańca. Ale jedną z pierwszych
ofiar z pewnością był "Sadowski" - piętnastoletni syn byłego premiera:
"1 sierpnia, w pierwszym dniu Powstania Warszawskiego, został śmiertelnie
raniony na ulicy Flory naprzeciwko cukierni Dakowskiego. Według jednego z kolegów,
Andersa, który radził, żeby uciekać, miał odpowiedzieć: "Nie po to mnie tu przydzielili""3.
Tego samego dnia została ciężko ranna i 2 sierpnia zmarła w szpitalu polowym
sanitariuszka dywizjonu "Jeleń", do którego należał "Sadowski".
Trzydziestoletnia "Danuta" z 1108. Plutonu została postrzelona, kiedy
biegła opatrzyć rannego żołnierza podczas ataku na Dom Prasy przy Marszałkowskiej
3/5. Była pieśniarką i kompozytorką i to właśnie ona napisała najpopularniejszą
powstańczą piosenkę Hej chłopcy, bagnet na broń. Pozowała także przed wojną
do słynnego posągu warszawskiej Syrenki, który Niemcy wywieźli z miasta4.
Dowództwo AK zostało przeniesione do fabryki mebli Jerzego Kamlera, znajdującej
się na Woli przy ulicy Dzielnej 72. Wieczorem 1 sierpnia, oceniając nadesłane
raporty, dowiedziano się tam, że wielu kluczowych celów nie udało się zdobyć.
Powstańcy nie odnieśli żadnych większych sukcesów na placu Zamkowym, w rejonie
twierdzy niemieckich sił policyjnych w alei Szucha i na lotnisku Okęcie; we wszystkich
tych miejscach mieli znaczne straty. A przede wszystkim nie udało im się zdobyć
kontroli ani nad zachodnimi, ani nad wschodnimi krańcami dwóch głównych mostów
na Wiśle. Wiedzieli już, że być może czeka ich bardzo długa walka